- Trzymaj postawę! – godzina trzecia po
południu. Na jednym z miejsc przeznaczonych na trening. Znajdowały się dwie
osoby. Dziewczyna trzymała w rękach łuk, wycelowany w tarczę. Tkwiły w niej już
dwie strzały, każda omijała środek o kilka milimetrów.
Do
ogrodu weszła młoda kobieta o kolorze włosów ciepłego brązu. Była usposobieniem
piękna i gracji. Podeszła do czarnowłosego samuraja. Ten odwrócił się w jej
stronę, wcześniej dając dziewczynce znać, żeby odpoczęła.
- Tak, o co chodzi Sayuri? – Ukłoniła
się, uśmiechając się promiennie do przyjaciółki.
- Tasha prosiła, żebyście już kończyły
trening, są jej potrzebne ręce do pracy. Brakuje jej kwiatów wiśni. A bez tego
ani rusz z produkcją dżemu.
- Racja. – Spojrzała przez ramię na
siostrzenicę. Nie wyglądała na zmęczoną, ale nie tryskała energią A wampirce
przyda się pomoc. Podjęła decyzje. – Przyjdziemy za dwadzieścia minut. Szykujcie kosze od razu idziemy do sadu.
Szatynka
spojrzała na Haruko z przyjaznym wyrazem twarzy. Odwróciła się w kierunku
domostwa, znikając za drzwiami.
Taka
pozwoliła, aby wir myśli porwał ją na krótką chwilę. Po chwili znowu spojrzała
na dziewczynę. Próbowała wycelować idealnie w środek tarczy. W takich chwilach
przypominała jej ją samą w czasach dzieciństwa, kiedy to wraz z ojcem strzelała
do celu.
- Haru zbieraj się wracamy do domu. Tasha
potrzebuję kwiatów sakury. Inaczej jeśli ich nie dostarczymy obejdziemy się
smakiem. I żadnych ale idziemy. – powlekła się za ciotką zrezygnowana i nie
usatysfakcjonowana myślą, że będzie musiała czekać kolejny tydzień na możliwość
podejścia do następnej próby.
- Nie mogłabym zostać jeszcze chwilę
dłużej bardzo mi zależy, żeby w końcu
trafić. – odwróciła się w stronę drzwi prowadzących na dziedziniec.
-
Wrócisz tam wieczorem jeśli będziesz miała siły po obrywaniu. – kobieta
uśmiechnęła się przebiegle.
- Tak, tak zawsze tak mówisz, a później
okazuje się, że nie mam na nic siły i od razu zasypiam na twoich kolanach. -
uśmiechnęła się do niej zadziornie.
Samuraj
pokręcił tylko głową, wznosząc oczy do nieba. Resztę drogi przebyły w
absolutnej ciszy. Żadna nie miała ochoty jej przerwać.
Wchodząc
do kuchni cudem ominęły spotkania z wiklinowym koszykiem wycelowanym w Kurodę. Jak
zawsze przyszedł z niezapowiedzianą wizytą.
- Ty walnięty, pojebany hipokryto! - kolejny
przedmiot chybił o kilka milimetrów. Co wydało się co najmniej śmieszne dla
Yoshiko. – Nigdy nie wiesz co powiedzieć, jednak teraz przekroczyłeś wszelkie
granice!!
Samuraj
uchyli się od kolejnego rzucanego w niego owocu. Chyba zrozumiał, że będzie
lepiej usunąć się z pola bitwy niż oberwać czymś od Tashy, która potrafiła być
naprawdę groźna.
Dziewczyna
dyszała, wyglądało na to, że bardzo mocno nadszarpnął jej nerwy. Bez słowa
Haruko podeszła do niej, uśmiechnięta przytuliła ją na poprawę humoru co
bynajmniej poskutkowało.
-
Przepraszam za cały bałagan, przyszłyście pewnie po kosze na kwiaty.
Stoją pod drzwiami – wskazała ręką w stronę gdzie zostały już tylko dwa duże,
ciemne. – reszta już jest w sadzie, zostałyście tylko wy.
Dziewczynka
w mgnieniu oka znalazła się przy drzwiach, złapała za ucho koszyka obracając
się parę razy wybiegła przez drzwi. Wiedziała, że czekając na ciocię nie zdoła
nic zebrać.
Po
krótkim czasie była już w wiśniowym sadzie. Drzewa zaczynały dopiero oblewać
się kwiatami, jednak to wystarczało aby zabrać się do pracy. Mknęła wydeptana
ścieżką do swojej ulubionej części.
Znalazła
się tam bardzo szybko, od razu zabierając za obrywanie kwiatów. Kto jak kto ale
ona uwielbiała dżem robiony przez Moon był jednym z najbardziej pysznych jakie
jadła kiedykolwiek, pasował do wszystkiego jednaka najlepiej się go jadło
wprost ze słoika.
Po
dwudziestu minutach miała pełen kosz. Powoli zeszła z drabiny i skierowała się
w stronę domu. Dumnie weszła przez drzwi otworzone jej przez Akizukiego. W
kuchni stało już pięć pełnych koszy, więc jej był szóstym.
- Z tego powinno wyjść około 40 słoików.
– czarnowłosa mamrotała pod nosem, obliczając proporcje składników. – A na
razie wszyscy won z kuchni zostają tylko mężczyźni, musicie mi pomóc to zanieść
do spiżarni, dzisiaj nie ma już sensu zaczynać gotowania. – jak powiedziała tak
też zrobili.
Dziewczynka
zdecydowała resztę dnia spędzić w towarzystwie cioci. Wiedziała dobrze gdzie
może ją znaleźć. Po cichu zakradła się do jej pokoju, zaszła ją od tyłu gdy ta
coś pisała. Zakryła oczy.
- Zgadnij kim jestem.
- Hmm Nimazu? – pokręciła głową.
- Nie, zgaduj dalej.
- Akizuki? Nie masz za ciepłe ręce, to
może Kusaka?
- Żaden z nich. – uśmiechnęła się,
uwielbiała droczyć się z ciotką.
- W takim bądź razie to musi być moja
niegrzeczna siostrzenica Haruko. – złapała ja w pasie przerzucając na swoje
kolana, łaskotała ją niemiłosiernie dziewczynka śmiała się do rozpuku.
Po
chwili „znęcania” się dała sobie i jej spokój. Siedziały w ciszy, wpatrując się
na spadające płatki drzewa brzoskwiniowego i dopiero oblewające się kwieciem
glicynii.
- Ciociu opowiedz mi coś o rodzicach.
- A co byś chciała?
- Sama nie wiem, może opowiedz mi jak się
poznali.
- Dobrze więc. – kobieta ułożył ją
wygodniej. – Dobrze się leży??
Kiwnęła.
Zaczęła intensywnie zastanawiać się nad tym jak zacząć aż w końcu.
~****~
Młoda gejsza pośpiesznie szła w kierunku
ogrodu. Właśnie tam miała spotkać się z siostrą. Po drodze mijała mężczyzn,
kobiety każde z nich nie mogło powstrzymać się od zawieszenia choć na chwilę
wzroku.
Będąc już na miejscu spotkania,
przeszła całe miejsce dwa razy, aż w końcu stanęła na mostku. Lekko przechyliła
się przez barierkę, widziała w niej odbicie drzew wiśniowych.
Każdy spadający
płatek opadający na taflę wody tworzył kręgi na jej powierzchni. Wydawało jej
się to bardzo magiczne, wręcz nierealne.
Mimo iż wiedziała, że jest
obserwowana nie przeszkadzało jej to. Cieszyła się chwilą, jedną z niewielu
jakie jej pozostały przed powrotem do Kyoto. Mężczyzna wyglądał na miłego,
uporządkowanego oraz smutnego. Zerkała ukradkiem, również i on zwróciła na nią
uwagę.
W końcu zauważyła siostrę w
towarzystwie dwóch samurajów. Wyglądała
na ciut zdenerwowaną. Gdy zauważyła Anari, w trybie natychmiastowym znalazła
się przy niej. Poderwała ją do góry, okręcając się w koło.
- Yoshiko!
Puszczaj mnie! – śmiała się przez łzy szczęści. Nie widziały się od półtorej
roku, postawiła ją na ziemi. Obie zamknęły się w się w żelaznym uścisku. – Jak bardzo się za tobą stęskniłam.
- Ja za tobą
również one-chan. – wyprostowała ramiona. Uśmiechała się, przyglądając uważnie. – Aleś ty wypiękniała, normalnie
istna gejsza.
- No jeszcze nie
taka piękna. – zawstydziła ją, spoglądając
przez ramie siostrze. Mężczyźni stali przyglądając się całej sytuacji. – Może
przedstawisz nas sobie.
- Ah no tak. –
odwróciła się do reszty. – Chłopcy to moja mała siostrzyczka Anari. Moja droga
to Kuroda, Seya oraz Tsukishima. – każdy z kolei kiwnął głową. Natomiast
ostatni podszedł ujmując jej dłoń.
- Miło mi Cię
poznać.
- Mi również
miło. – zarumieniła się.
- No to teraz moi
mili zabierajmy się na pyszny obiad Oka-san. – okazała swój uśmiech. Razem
ruszyli w stronę domu.
~****~
Cała
opowieść zajęła im czas na resztę dnia i za nim się obejrzały pora było iść na
kolację. Po posiłku wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Haruko troszkę nie
chętnie zmierzała do pokoju. Po drodze ruch w oddali korytarza przykuł jej
uwagę. Przestraszyła się, w błyskawicznym tempie pognała do pokoju.
Będąc
w środku zagrzebała się pod kołdrą. Krótka chwila wystarczyła aby zasnęła mając nadzieję, że to co zauważyła było tylko
przywidzeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz