sobota, 15 lipca 2017

Rozdział I: Najtrudniejsze są początki

- Trzymaj postawę! – godzina trzecia po południu. Na jednym z miejsc przeznaczonych na trening. Znajdowały się dwie osoby. Dziewczyna trzymała w rękach łuk, wycelowany w tarczę. Tkwiły w niej już dwie strzały, każda omijała środek o kilka milimetrów. 

            Do ogrodu weszła młoda kobieta o kolorze włosów ciepłego brązu. Była usposobieniem piękna i gracji. Podeszła do czarnowłosego samuraja. Ten odwrócił się w jej stronę, wcześniej dając dziewczynce znać, żeby odpoczęła. 
- Tak, o co chodzi Sayuri? – Ukłoniła się, uśmiechając się promiennie do przyjaciółki. 
- Tasha prosiła, żebyście już kończyły trening, są jej potrzebne ręce do pracy. Brakuje jej kwiatów wiśni. A bez tego ani rusz z produkcją dżemu. 
- Racja. – Spojrzała przez ramię na siostrzenicę. Nie wyglądała na zmęczoną, ale nie tryskała energią A wampirce przyda się pomoc. Podjęła decyzje. – Przyjdziemy za dwadzieścia minut.  Szykujcie kosze od razu idziemy do sadu. 
            Szatynka spojrzała na Haruko z przyjaznym wyrazem twarzy. Odwróciła się w kierunku domostwa, znikając za drzwiami. 
            Taka pozwoliła, aby wir myśli porwał ją na krótką chwilę. Po chwili znowu spojrzała na dziewczynę. Próbowała wycelować idealnie w środek tarczy. W takich chwilach przypominała jej ją samą w czasach dzieciństwa, kiedy to wraz z ojcem strzelała do celu. 
- Haru zbieraj się wracamy do domu. Tasha potrzebuję kwiatów sakury. Inaczej jeśli ich nie dostarczymy obejdziemy się smakiem. I żadnych ale idziemy. – powlekła się za ciotką zrezygnowana i nie usatysfakcjonowana myślą, że będzie musiała czekać kolejny tydzień na możliwość podejścia do następnej próby. 
- Nie mogłabym zostać jeszcze chwilę dłużej bardzo mi zależy, żeby  w końcu trafić. – odwróciła się w stronę drzwi prowadzących na dziedziniec. 
-  Wrócisz tam wieczorem jeśli będziesz miała siły po obrywaniu. – kobieta uśmiechnęła się przebiegle. 
- Tak, tak zawsze tak mówisz, a później okazuje się, że nie mam na nic siły i od razu zasypiam na twoich kolanach. - uśmiechnęła się do niej zadziornie.
            Samuraj pokręcił tylko głową, wznosząc oczy do nieba. Resztę drogi przebyły w absolutnej ciszy. Żadna nie miała ochoty jej przerwać.
            Wchodząc do kuchni cudem ominęły spotkania z wiklinowym koszykiem wycelowanym w Kurodę. Jak zawsze przyszedł z niezapowiedzianą wizytą.
- Ty walnięty, pojebany hipokryto! - kolejny przedmiot chybił o kilka milimetrów. Co wydało się co najmniej śmieszne dla Yoshiko. – Nigdy nie wiesz co powiedzieć, jednak teraz przekroczyłeś wszelkie granice!!
            Samuraj uchyli się od kolejnego rzucanego w niego owocu. Chyba zrozumiał, że będzie lepiej usunąć się z pola bitwy niż oberwać czymś od Tashy, która potrafiła być naprawdę groźna. 
            Dziewczyna dyszała, wyglądało na to, że bardzo mocno nadszarpnął jej nerwy. Bez słowa Haruko podeszła do niej, uśmiechnięta przytuliła ją na poprawę humoru co bynajmniej poskutkowało. 
-  Przepraszam za cały bałagan, przyszłyście pewnie po kosze na kwiaty. Stoją pod drzwiami – wskazała ręką w stronę gdzie zostały już tylko dwa duże, ciemne. – reszta już jest w sadzie, zostałyście tylko wy. 
            Dziewczynka w mgnieniu oka znalazła się przy drzwiach, złapała za ucho koszyka obracając się parę razy wybiegła przez drzwi. Wiedziała, że czekając na ciocię nie zdoła nic zebrać. 
            Po krótkim czasie była już w wiśniowym sadzie. Drzewa zaczynały dopiero oblewać się kwiatami, jednak to wystarczało aby zabrać się do pracy. Mknęła wydeptana ścieżką do swojej ulubionej części. 
            Znalazła się tam bardzo szybko, od razu zabierając za obrywanie kwiatów. Kto jak kto ale ona uwielbiała dżem robiony przez Moon był jednym z najbardziej pysznych jakie jadła kiedykolwiek, pasował do wszystkiego jednaka najlepiej się go jadło wprost ze słoika. 
            Po dwudziestu minutach miała pełen kosz. Powoli zeszła z drabiny i skierowała się w stronę domu. Dumnie weszła przez drzwi otworzone jej przez Akizukiego. W kuchni stało już pięć pełnych koszy, więc jej był szóstym. 
- Z tego powinno wyjść około 40 słoików. – czarnowłosa mamrotała pod nosem, obliczając proporcje składników. – A na razie wszyscy won z kuchni zostają tylko mężczyźni, musicie mi pomóc to zanieść do spiżarni, dzisiaj nie ma już sensu zaczynać gotowania. – jak powiedziała tak też zrobili. 
            Dziewczynka zdecydowała resztę dnia spędzić w towarzystwie cioci. Wiedziała dobrze gdzie może ją znaleźć. Po cichu zakradła się do jej pokoju, zaszła ją od tyłu gdy ta coś pisała. Zakryła oczy.  
- Zgadnij kim jestem.
- Hmm Nimazu? – pokręciła głową.
- Nie, zgaduj dalej.
- Akizuki? Nie masz za ciepłe ręce, to może Kusaka?
- Żaden z nich. – uśmiechnęła się, uwielbiała droczyć się z ciotką. 
- W takim bądź razie to musi być moja niegrzeczna siostrzenica Haruko. – złapała ja w pasie przerzucając na swoje kolana, łaskotała ją niemiłosiernie dziewczynka śmiała się do rozpuku. 
            Po chwili „znęcania” się dała sobie i jej spokój. Siedziały w ciszy, wpatrując się na spadające płatki drzewa brzoskwiniowego i dopiero oblewające się kwieciem glicynii. 
- Ciociu opowiedz mi coś o rodzicach. 
- A co byś chciała? 
- Sama nie wiem, może opowiedz mi jak się poznali.
- Dobrze więc. – kobieta ułożył ją wygodniej. – Dobrze się leży??
            Kiwnęła. Zaczęła intensywnie zastanawiać się nad tym jak zacząć aż w końcu.
~****~ 
            Młoda gejsza pośpiesznie szła w kierunku ogrodu. Właśnie tam miała spotkać się z siostrą. Po drodze mijała mężczyzn, kobiety każde z nich nie mogło powstrzymać się od zawieszenia choć na chwilę wzroku. 
            Będąc już na miejscu spotkania, przeszła całe miejsce dwa razy, aż w końcu stanęła na mostku. Lekko przechyliła się przez barierkę, widziała w niej odbicie drzew wiśniowych.
Każdy spadający płatek opadający na taflę wody tworzył kręgi na jej powierzchni. Wydawało jej się to bardzo magiczne, wręcz nierealne. 
            Mimo iż wiedziała, że jest obserwowana nie przeszkadzało jej to. Cieszyła się chwilą, jedną z niewielu jakie jej pozostały przed powrotem do Kyoto. Mężczyzna wyglądał na miłego, uporządkowanego oraz smutnego. Zerkała ukradkiem, również i on zwróciła na nią uwagę. 
            W końcu zauważyła siostrę w towarzystwie dwóch samurajów.  Wyglądała na ciut zdenerwowaną. Gdy zauważyła Anari, w trybie natychmiastowym znalazła się przy niej. Poderwała ją do góry, okręcając się w koło. 
- Yoshiko! Puszczaj mnie! – śmiała się przez łzy szczęści. Nie widziały się od półtorej roku, postawiła ją na ziemi. Obie zamknęły się w się w żelaznym uścisku.  – Jak bardzo się za tobą stęskniłam. 
- Ja za tobą również one-chan. – wyprostowała ramiona. Uśmiechała się, przyglądając  uważnie. – Aleś ty wypiękniała, normalnie istna gejsza. 
- No jeszcze nie taka piękna. – zawstydziła ją,  spoglądając przez ramie siostrze. Mężczyźni stali przyglądając się całej sytuacji. – Może przedstawisz nas sobie. 
- Ah no tak. – odwróciła się do reszty. – Chłopcy to moja mała siostrzyczka Anari. Moja droga to Kuroda, Seya oraz Tsukishima. – każdy z kolei kiwnął głową. Natomiast ostatni podszedł ujmując jej dłoń. 
- Miło mi Cię poznać. 
- Mi również miło. – zarumieniła się. 
- No to teraz moi mili zabierajmy się na pyszny obiad Oka-san. – okazała swój uśmiech. Razem ruszyli w stronę domu.



~****~
            Cała opowieść zajęła im czas na resztę dnia i za nim się obejrzały pora było iść na kolację. Po posiłku wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Haruko troszkę nie chętnie zmierzała do pokoju. Po drodze ruch w oddali korytarza przykuł jej uwagę. Przestraszyła się, w błyskawicznym tempie pognała do pokoju. 
            Będąc w środku zagrzebała się pod kołdrą. Krótka chwila wystarczyła aby zasnęła  mając nadzieję, że to co zauważyła było tylko przywidzeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz